22.08.2023

Najgorszy wyrok lepszy od najlepszej ugody. Czas skończyć z błędnym kierunkiem zamawiających.

Inwestycje z podmiotami publicznymi tak samo jak te z udziałem wyłącznie podmiotów prywatnych mają to do siebie, że mogą generować sytuacje sporne. Podstaw do konfliktu może być wiele, a to brak zapłaty wynagrodzenia, a to wady przedmiotu umowy, brak jego wykonania, czy niezgodność z umową. Ile spraw tyle sporów i nieistotne, czy po obu stronach mamy przedsiębiorców, czy podmioty publiczne.

Co jednak odróżnia te dwie relacje to to jak ten spór może zostać rozstrzygnięty, a różnice są wręcz diametralnie. Otóż w relacji, w której spierają się przedsiębiorcy dużo łatwiej ten spór zażegnać w drodze arbitrażu lub mediacji. Trzeba przyznać, że ta metoda się w Polsce upowszechnia, a spory między stronami zaczynają się cywilizować. Nic dziwnego. Z biznesowego punktu widzenia proces sądowy jest naprawdę ostatecznością. Generuje on olbrzymie koszty, a do tego przede wszystkim zajmuje horrendalną ilość czasu, a czas to zamrożony kapitał, wstrzymana inwestycja i niepewność rozstrzygnięcia i sytuacji prawnej na lata. Wielu zatem na chłodno kalkulując decyduje się na pozasądowe formy rozstrzygnięcia, dzięki czemu oszczędza się wszystkie wspomniane wyżej czynniki i umożliwia szybkie zamknięcie tematu.

Zupełnie inaczej wygląda to jednak, jeśli mamy po drugiej stronie podmiot publiczny. Nie popadając oczywiście w krzywdzącą dla niektórych włodarzy jednostek publicznych generalizacje, trzeba jednak przyznać, że zamawiający jak ognia boją się oddać spór pod rozstrzygnięcie kogoś innego niż sąd. Wielokrotnie prowadząc rozmowy z zamawiającymi, w imieniu naszych klientów słyszałem magiczne zdanie stanowiące tytuł niniejszego artykułu. Kierownicy jednostek publicznych rzeczywiście wolą przegrać w walce sądowej niż dojść do porozumienia z korzyścią dla obu stron. Przyczyn takiego zjawiska jest wiele. Zaczynając niestety od uwarunkowań politycznych i obawy przed wyborcami, którzy mogliby pomyśleć, że np. samorząd mediując z wykonawcą „odpuszcza” sprawę i wręcz układa się z wykonawcą ze szkodą dla samorządu (jakby przegrany proces nie był jeszcze większą szkodą dla samorządu i jego finansów). Dalej często podaje się obawę przed organami nadzoru, które mogą wytknąć taką ugodę, bez udziału obiektywnego rozjemcy o majestacie sądu, jako jakieś niejasne i wręcz niegospodarne uszczuplenie publicznych finansów. Wreszcie wynika to również ze zwyczajnej nieznajomości prawa i zatwardziałego poglądu, zgodnie z którym jednostka publiczna, która musi działać na podstawie przepisów prawa, zwyczajnie dla takiego działania podstaw nie ma. A jest to oczywista nieprawda, gdyż ustawa o finansach publicznych zakłada, że jednostka sektora finansów publicznych, w przypadku wierzytelności spornej ma prawo zawrzeć ugodę, jeśli jest to korzystniejsze biorąc pod uwagę koszty i prawdopodobieństwo przegranej w sporze.

Nawet jednak znając instytucje ugody, zamawiający boją się podjąć decyzję o ugodzie i wolą często, aby zrobił to za nich sąd. W ten sposób zyskują tą przysłowiową „podkładkę” przed organami nadzoru, wyborcami i przeciwnikami politycznymi. A jest to niestety błędny kierunek, który szkodzi nie tylko wykonawcom, ale również obywatelom samorządów, którzy cierpią na tym pośrednio, gdyż ich lokalny budżet na tym cierpi oraz bezpośrednio, bo często spór blokuje inwestycje użyteczności publicznej.

Zamawiający, będący kierownikami jednostek publicznych powinni jednak mieć na względzie, że takie działanie może wbrew ich intencjom sprowadzić na nich kłopoty ze strony organów nadzoru. Ustawa o finansach publicznych bowiem jasno wskazuje, że kierownicy jednostek powinni kierować się racjonalnością, gospodarnością i z uwzględnieniem uzyskania najlepszego efektu. A na pewno nie jest racjonalnym i gospodarnym wchodzenie w spór, który z góry jest przegrany. Taki zamawiający bowiem nie tylko finalnie będzie musiał zapłacić i tak tego co żąda wykonawca, ale również uiścić koszty procesu i będzie musiał zmagać się ze skutkami przerwanej inwestycji, podczas gdy rozwiązanie leżące od początku na stole w postaci ugody mogło uratować takiego zamawiającego przed kosztami, a może nawet trochę zmniejszyć roszczenie do zaspokojenia. Nie mówiąc o zachowaniu relacji z wykonawcą, który mógł być rzetelnym podmiotem, ale po nieprzyjemność z danym zamawiającym już nigdy nie weźmie udziału w przetargu przez niego organizowanym. Taki zespół konsekwencji może być dopiero uznany za naruszenie dyscypliny finansów publicznych, ponieważ zamawiający miał lepszy wybór do podjęcia, jednak zdecydował się na mniej korzystną drogę.

Jest jednak szansa na poprawę. Na ostatniej konferencji naukowej współorganizowanej przez Okręgową Izbę Radców Prawnych w Poznaniu oraz Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, przedstawiciele Prokuratorii Generalnej RP przedstawili sprawozdanie, z którego wynikało, że niewątpliwie wzrasta ilość wniosków do rozpatrzenia spraw przed sądem polubownym przy Prokuratorii Generalnej:

  • w roku 2017-18 – 8 wniosków;
  • w roku 2019 – 25 wniosków;
  • w roku 2020 – 69 wniosków;
  • w roku 2021 – 111 wniosków;
  • w roku 2022 – 306 wniosków
  • na połowę roku 2023 było to już z kolei 256 wniosków.

Tendencja ta na pewno cieszy, bo świadczy o tym, że przy odpowiednim wsparciu i doradztwie, te niesłuszne przekonanie o konieczności poddawania każdego sporu przed oblicze sądu, może zostać odmienione.

Autor:  Jędrzej Lutomski , aplikant radcowski

Autor artykułu:

Jędrzej Lutomski

Szukasz porady prawnej?

Zapraszamy do kontaktu!
Kredyty frankowe - Waloryzacja - Prawo zamówień publicznych - Zamówienia międzynarodowe - Projekty unijne